baner

A jednak autentyk

Wątpliwości zostały nareszcie rozwiane. Okazało się, że wbrew wcześniejszym opiniom, pamiętnik „Łyki i Kołtuny” jest autentycznym przekazem historycznym. Trudności z ustaleniem prawdziwej tożsamości autora, spowodowane były świadomym kamuflażem osoby piszącej pamiętnik. 2 czerwca w sali konferencyjnej bielskiej biblioteki, ks. dr Eugeniusz Beszta-Borowski udowodnił, iż „Łyki i Kołtuny” nie są apokryfem.

Współcześnie wydane przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Bielsku Podlaskim Łyki i Kołtuny, są reprintem wydania z 1911 roku. Wówczas wydawcą był Kazimierz Bartoszewicz. On też przygotował tekst do druku i opracował wstęp wraz z przypisami.
Historycy stwierdzili zgodnie, że pamiętnik mógłby stanowić bardzo cenne źródło poznawcze dawnych dziejów Bielska i Podlasia, jednak nie można się na nim opierać naukowo ze względu na kontrowersje co do autentyczności tych wspomnień. Sytuacja była trudna, ponieważ niewiadome pochodzenie zapisków stwierdziły takie autorytety naukowe jak Andrzej Cieński i prof. Janusz Tazbir.

Długa kwerenda
Z takimi opiniami nie chciał się jednak pogodzić ks. dr Eugeniusz Beszta Borowski, dyrektor Archiwum Diecezjalnego w Drohiczynie, który od lat prowadzi prace badawcze nad autentycznością „Łyków i Kołtunów”.

– To, iż nazwisko Sikorskiego nie występuje w księgach metrykalnych z tamtych lat jest faktem – powiedział podczas swojego wykładu ks. dr Eugeniusz Beszta-Borowski. – Jednak po żmudnej kwerendzie udało mi się ustalić ponad wszelką wątpliwość, iż kwestionowany przez wszystkich autor Roch Sikorski, naprawdę nazywał się Roch Jacek Kaczanowski. Taka postać występuje w archiwalnej księdze metrykalnej – oświadczył ksiądz.

Ks. dr Eugeniusz Beszta-Borowski przywiózł ze sobą archiwalne księgi i udostępnił je do wglądu wszystkim zebranym. Najstarszy zachowany spis metryk z Bielska pochodzi aż z 1679 roku.

W obawie przed represjami
Ks. dr Eugeniusz Beszta-Borowski ustalił, ze rękopis „Łyków i Kołtunów” znajduje się w archiwum w Łodzi. Dotarł również do akt parafii rzymsko-katolickiej Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Bielsku Podlaskim, w których odnalazł autora pamiętnika.

– Istnieją niezbite dowody na to, że Roch Sikorski i Roch Jacek Kaczanowski to ta sama osoba – mówi ks. dr Eugeniusz Beszta Borowski. -– Obaj bohaterowie mają to samo imię, a także matki o tym samym imieniu. Ich ojcowie zmarli, gdy Rochowie byli dziećmi, a ich ojcami chrzestnymi byli biskupi. Ich żony były córkami burmistrza Kleszczel, mieli pięcioro dzieci oraz byli przez kilka kadencji burmistrzami Bielska. Roch Jacek Kaczanowski świadomie zastosował kamuflaż, ponieważ bał się represji ze strony władz carskich – stwierdził ksiądz.











W przypadku zmiany lub uzupełnienia informacji prosimy o kontakt.